Połowa niedzieli z książką w łóżku, połowa prawie pracując. Full jedzenia, krótka wizyta rodziny i dostawa zapasów na następny tydzień i roweru.
A smutek czai się pod skórą i zatruwa wszystko. Moja pustka nie daje się wypełnić czymkolwiek.
Z bohaterką nowej książki mam myślę dużo wspólnego, ale oczywiście w rzeczywistości nic nie jest takie łatwe jak na papierze. Pomimo, że zakonczenie nie było happyend'em.
A może też pewnego dnia wpadnę na kogoś na ulicy i wszystko się wyprostuje.